1 Maj

Między młotem a kowadłem

W życiu autystycznej kobiety często zdarzają się sytuacje, kiedy musi ona w ramach strategii przetrwania wybrać między własnymi oczekiwaniami a cudzymi.

Od razu co bardziej „wyluzowani” zapewne mi przerwą i stwierdzą, że nie widzą problemu, bo niby dlaczego trzeba zaraz dostosowywać się do ludzi? Czemu nie można iść swoją drogą? I czemu Ty się tak bardzo przejmujesz, co sobie pomyślą?

Ano nie można. Nie zawsze. Nie wtedy, kiedy znajdziesz się między dwoma rozbieżnymi frontami dość betonowych, osadzonych w dwóch skrajnościach oczekiwań, a Ty masz jeszcze własne. I żadna ze stron, przed którymi stoisz, nie jest skłonna do kompromisów, bo niby dlaczego? A decyzja – niestety, choćbyś chciała – nie zależy tylko od Ciebie, lecz konsekwencje NIESWOJEJ decyzji odczujesz boleśnie na swojej wrażliwej skórze. Dogłębnie. Jesteś więc najbliżej kompromisu, bo to jedna z nielicznych rzeczy, na którą masz wpływ. I nie ma tu miejsca na „nie przejmuj się”, szczególnie w neurotypowym babińcu, który Cię otacza. Jesteś przecież odmieńcem, o czym mimowolnie Ci się przypomina na każdym kroku; trochę brzydkim kaczątkiem wybijającym się na łabędzia, jednak… Jednak. Gorzej, jak będąc łabędziem, wtłacza się Ciebie w otoczkę prostej kaczki. To, że kaczką nie jesteś, to jakby mało ważne; kaczki zazwyczaj patrzą z kaczej perspektywy. Trudno od ich prostej natury wymagać więcej.

Czasem tak jest i nie da się tak zupełnie temu zapobiec.

Na domiar złego, obie strony mają swoje racje, które uznają i Twoja neurotypowa, pielęgnowana przez tyle lat przed diagnozą część, i ta dzika dusza, która była w Tobie zawsze i każe Ci spalić sztywne konwenanse na stosie uwolnienia – nieważne, czy dotyczą wiary, kobiecości, wizji Twojej przyszłości, czy czegokolwiek innego. Kochasz przecież obie, każde inną miłością. Każde jest też uwikłane w role, jakie pełni w tym przedstawieniu… więc z czego masz zrezygnować? Co zrani Cię mniej? Łapiesz się też dodatkowo na myśli: co innych zrani mniej? Nieistotnej, ale kiedy perfekcyjnie odczuwasz karcące, pełne żalu spojrzenie prosto w Twoją duszę, to już nie jesteś taka twarda.

Też masz przecież uczucia.

Kiedy Twoja dzika dusza nie chce dać się udomowić (bo wszystko to jedynie śmieszne punkty widzenia i cudze ograniczenia) lecz znajduje się niejako w potrzasku, jak uciec? Jak żyć? To są dopiero dylematy…

Życzę każdej z Was, drogie kobiety, jak najmniej takich rozdarć i jak najwięcej dzikiej duszy w sobie. Tylko odrobina dzikości i trzymanie się głosu serca mogą nas od nich uchronić.

Weronika Miksza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.