24 Wrz

Pozwólcie nam mówić!

Czy na pewno chcemy słuchać głosu samorzeczników?

Zdarzyło mi się ostatnio otrzymać zaproszenie na konferencję od pewnej fundacji w charakterze słuchacza i mediów… tydzień przed wydarzeniem. Oczywiście, wiedziałam o nim wcześniej, ale nie planowałam się wybierać, w końcu w natłoku prozy życia racjonalna gospodarka czasem staje się czymś tak oczywistym, jak oddychanie.

Nie potrafię się w tym miejscu powstrzymać od refleksji.

Być może zaproszenie w ostatniej chwili miało być jakimś chwytem marketingowym – nie wiem. Nie wnikam. Wiem za to, że jestem uczulona na brak formy, komunikację półsłowkami, a nie jest to pierwszy raz, kiedy spotykam się z czymś takim ze strony instytucji. Szczególnie, jeśli otrzymuję zaproszenie takiej rangi, na tak poważne wydarzenie (bo za takie uważam ogólnopolską konferencję) od innej osoby, której (jednak) nie znam osobiście. Co innego, jak się jednak znamy, a informacji nie muszę wydzierać z gardła – bo wiem wszystko, co wiedzieć powinnam. Już nie mówiąc o czasowym wyprzedzeniu. Odwrócona piramida z czasów studiów dziennikarskich się kłania. Miejsce, ramy czasowe, charakter obecności, koszt uczestnictwa – biorąc pod uwagę fakt, że organizator jednak postanowił wystosować namiastkę imiennego zaproszenia… Czy powinno to dziwić, że od razu przychodzi mi to na myśl? Czy zastanawia mnie to jako osobę ze spektrum, czy jak zwykłego, szarego człowieka, któremu na samo hasło zapaliłyby się logistyczne kontrolki: gdzie, co, jak i czemu tak późno? Jak Wy byście postąpili? Czy to nie neurotypowa część populacji ma mimo wszystko powszechne uczulenie na formę i zasady, także w korespondencji? Czy to w porządku, tolerować pewną bylejakość w treści? Niestety, nie dla mnie. Odmówiłam, mając i tak od dawna zupełnie inne plany. Ale jeśli ktoś sądzi, że osoby z ASD mają tak całkiem „wywalone” na sposób komunikacji, to wyprowadzam Was, drodzy Czytelnicy z błędu: otóż nie.

Inna rzecz: na ile tak naprawdę chcemy słuchać samorzeczników?

Jesteśmy wciąż garstką o innej perspektywie, niestety dla wielu ciągle niewygodną i niewiarygodną ze względu na to, co zdarza się nam powiedzieć, brak dystansu wewnętrznego do tematu obu stron, czy może nadmiar skrótów myślowych z naszej strony, ja wiem? Jakiś czas temu pewną częścią autystycznego podwórka wstrząsnął mocny apel kilku rodziców o nie zawłaszczanie obrazu autyzmu przez samorzeczników. Każdy ma swoje racje i swoje pobudki, jednak ten apel udowadnia mi tylko, jak bardzo często nie chcemy widzieć, słyszeć. A właśnie czasem powinniśmy.

Zgoda, spektrum jest szerokie, nie zamierzam twierdzić, że ja czy inni ludzie z ASD mają monopol na opisywanie całokształtu autystycznego świata… ale przypominam, że perspektywa samorzeczników jest najmłodszą ze wszystkich perspektyw. Takim punktem widzenia podlegającemu rozwojowi, przypominającym ciągle karczowanie lasu deszczowego, przedzieranie się przez chaszcze, żeby nie powiedzieć – niekończący się bieg z przeszkodami. Wcale nie cieszymy się własnym głosem w tematyce autyzmu tak długo, jak robią to rodzice, specjaliści, terapeuci… Próbujemy to nadgonić każdego dnia, mając nadzieję, że zrównanie perspektyw stanie się z czasem intuicyjne, dla lepszego poznania złożoności problemu. I przypominam, że wcale nie jest tak, że wszędzie jesteśmy przyjmowani z otwartymi ramionami – chęć wysłuchania neuroróżnorodnych głosów  jest ciągle wyjątkiem, nie regułą. Nie jest też tak (raczej), że próbujemy wejść drzwiami i oknem, bo i nie tędy droga. Torujemy drogę przez dżunglę nieświadomości, podobnie jak rodzice, specjaliści, terapeuci, etc. Czy dewaluując nasz głos, kieruje tymi ludźmi zazdrość, frustracja, poczucie zagrożenia… czy co? Pytanie jest retoryczne, odpowiedzcie sami sobie, drodzy Czytelnicy.

Nie jesteśmy zagrożeniem, szerzycielami autystycznego NWO, szarlatanami zaślepionymi własną prawdą objawioną… Jesteśmy czasem tak samo zagubieni w tej dżungli, jak i Wy. Szukamy sposobów, słów, środków wyrazu, nie mówimy przecież tylko dla siebie! Nie musimy, bo to, o czym mówimy – znamy aż za dobrze. I podobno inni nas nie obchodzą. Błąd. Mówimy, bo…nie jesteście nam obojętni. To wymaga ogromnej odwagi tak po ludzku, obnażyć się psychicznie dla wyższego dobra.

Dziękując tym, który już to robią, proszę innych: pozwólcie nam mówić. Bez robienia okazyjnych wyjątków w narracji i udzielania prawa łaski. Czy to tak wiele?

Weronika Miksza

2 myśli na temat “Pozwólcie nam mówić!

  1. Mówcie koniecznie, bardzo Was proszę! Wasza perpektywa jest bardzo ważna dla takich osób jak ja – rodziców dzieci ze spektrum, którzy codziennie mierzą się z próbami zrozumienia, jak działa ktoś, kto mysli i działa inaczej niż my. A io dla naszych dzieci – zagubionych, dorastających – bardzo ważna jest wiedza, że nie są jedyne, że nie są ze swoimi problemami i trudnościami same.

    A wysyłanie zaprsozneia tydzień przed imprezą uwazam za formę nie-zaproszenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.