26 Paź

Coroczny brak sprawstwa

Myślałam, że nie będę się odnosić do Regionalnego Kongresu Osób z Niepełnosprawnościami, przynajmniej tego nie planowałam. Zbyt duży powstał jednak rozdźwięk między wyobrażeniem a rzeczywistością…

Samo wydarzenie, choć potrzebne dla próby pogodzenia różnych interesów grup osób z niepełnosprawnościami, rozbudza jednak oczekiwania z każdą kolejną edycją. O ile za pierwszym czy drugim razem można się upajać polem do dyskusji i efektem świeżości, o tyle za kolejnym oczekiwałoby się… no właśnie, czegoś więcej. Jadąc na Ogólnopolską edycję Kongresu po raz pierwszy, spodziewałam się jednak, że poczuję moc sprawczą środowiska. To znaczy, że obok dyskusji coś się zadzieje.

Otóż, mimo prób i chęci – no , nie do końca zadziało się.

Miało być dostępnie, a tymczasem… forma przerosła treść. Zapewniono sporo udogodnień, co przyjmuję z wielkim szacunkiem, zadbano o dobór gości, tematyki… Samo wydarzenie było również bezpłatne. Wyglądało to wszystko całkiem dobrze, więc kiedy dostałam w ostatniej chwili szansę wyjazdu na delegację, nie wahałam się ani chwili.

Na miejscu zastałam jednak spory chaos. Trudno było dosłyszeć przez falujący tłum, co dzieje się na scenie. Wiele zależało od siły głosu osoby przy mikrofonie. Po najważniejszym, bo aktualnym, omówieniu rekomendacji ONZ dla rządu polskiego prześlizgnięto się, bez wyjaśnienia terminów, które nie wszystkim zebranym mogły cokolwiek mówić (np. pułapka świadczeniowa). Mimo wszystko, byłam w towarzystwie osób, które nie musiały się w zagadnieniach orientować przed przyjazdem – być może miały szansę się dowiedzieć. Od prowadzących tę część, których miałam przyjemność spotkać później, usłyszałam, że też mają poczucie dostania zbyt mało czasu. Wręcz odbierano im już głos, bo mówili za długo o dwie minuty.

Gdy wręczono nagrody Ambasadora Konwencji ONZ, zastanawiałam się tylko: jakie były kryteria? O ile jestem w stanie zrozumieć pośmiertne uhonorowanie dwóch prężnych działaczy – prezesa Fundacji Aktywizacja i prezesa Fundacji Integracja, o tyle dalsze nominacje wzbudzały we mnie więcej pytań, niż odpowiedzi. Zabrakło mi jasnego powiązania wyróżnionych osób z Konwencją. Nie ujmując nic ich determinacji, miałam poczucie, że nominacja tych osób pozbawiona jest solidnych (z naciskiem na solidnych) podstaw merytorycznych. Biorąc pod uwagę mnogość działaczy i self-adwokatów, oczekiwałabym większego powiązania faktów z treścią. Cieszę się z dostrzeżenia ogromu pracy Joanny Ławickiej i wszystkich, ale znów miałam poczucie, że prześlizgnięto się po całkiem ważnym momencie – szansie na dowiedzenia się choćby czegoś więcej o działalności ambasadorów, szczególnie na rzecz Konwencji ONZ. A szkoda.

I tym sposobem jedna z częsci o sporym potencjale merytorycznym rozpłynęła się w jazgocie panelu otwartego.

Jazgocie – bo nic nie dało się z niego zrozumieć. Nie byłam jedyną osobą, która miała problem z wyłowieniem czegokolwiek z tej dyskusji. Nie dość, że część ta była mocno przegadana – bo zakończyła się ze sporym opóźnieniem – to jeszcze nic poza faktem, że OzN nie mają realnej reprezentacji z tego nie wynikło.

Opóźnienie przełożyło się na smutną konieczność opuszczenia panelu o orzecznictwie w połowie, choć zaniepokoił mnie fakt, że prowadzący przyznali się do tego, że nie wiedzą wiele więcej, niż to co podaje Prezes ZUS. Czy nie było możliwości wystosowania choćby pisma z prośbą o więcej informacji? Owszem, na pewnym etapie była możliwość tzw. konsultacji (sama dorzuciłam swoje pomysły), ale czy naprawdę nie dało się zrobić na potrzeby tego panelu… więcej?

Potrzeba znacznie więcej, niż jednego dnia, by Kongres spełnił swoje zadanie. I rozsądnego limitowania miejsc. Zbyt usilna próba przekroczenia pewnych barier może – paradoksalnie – stać się barierą dla innych. Mam odczucie, że tak niestety się stało. Może czasem mniej znaczy więcej?

Chciałabym razem z innymi się cieszyć i rozpływać, niestety nie do końca potrafię. Liczę na to, że za którymś razem uda się zrobić to lepiej i dostępniej. Z jakiegoś powodu mam wrażenie, że to wydarzenie – zamiast dać mi dodatkowe poczucie sprawstwa – tylko mi je odebrało. Dopóki osoby z niepełnosprawnością nie staną się dla rządzących realną częścią elektoratu (bo wejście do polityki przez reprezentantów środowiska nie gwarantuje niestety skutecznej obrony interesów), możemy sobie rozmawiać i dyskutować w nieskończoność. Lecz i nie łudźmy się, że od samej rozmowy coś się zmieni… Sprawstwa może nam przybyć tylko od działania.

Chyba, że chodzi o… no właśnie, o co?

Weronika Miksza

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.