8 kwiecień

[RECENZJA] J. Pstrągowska, „Noro-1. Przygody nieziemskiego przyjaciela”, wyd. Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne

Bajki edukacyjne o spektrum autyzmu to, na tle bogatego rynku wydawniczego dotyczącego autyzmu, nadal niewielka część publikacji.

Bajkę edukacyjną Joanny Pstrągowskiej, wydaną przez Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, opisałabym na dwóch płaszczyznach. Pierwszą jest motyw kosmity-robota, za pomocą którego  przemyca się do bajki wątki związane ze spektrum autyzmu i jego specyfiką. Nie da się ukryć, że do samej koncepcji przed przystąpieniem do lektury byłam nastawiona dość sceptycznie. Motyw osoby w spektrum autysty jako kosmity, osoby nie z tego świata, żyjącej we własnym świecie zaczął już na tyle żyć własnym życiem, że nie tylko stał się ograny, ale momentami jest również szkodliwy. Pozostaje jednak pytanie, co jest bliższe dziecięcej wyobraźni – inny, odległy kraj, czy może kosmos? Moje wątpliwości na pierwszy rzut oka wzbudził też wizerunek robota. Co prawda, dzieci nie są jeszcze naznaczone stereotypami o osobach w spektrum autyzmu, które sugerują brak uczuć, czy empatii, ale takie skojarzenie wzbudza jednak we mnie pewien niepokój. Mimo wszystko, między człowiekiem a maszyną trudno postawić jest znak równości…. Być może jednak są to zbyt dorosłe refleksje jak na bajkę dla dzieci. Szczególnie, że człowiek w określonym wieku dysponuje konkretnymi narzędziami poznawania świata, które w przypadku kilkuletnich dzieci wymagają uproszczenia przekazu. Dlatego mogę być jednak nieco nieobiektywna…

Miałam już okazję czytać kilka bajek dla dzieci, które z założenia miały oswoić dzieci z autyzmem. Dużym wyzwaniem jest przedstawienie dzieciom względnie jednolitego obrazu spektrum autyzmu. Być może ten wątek miał większy potencjał rozwojowy, przynajmniej na początku, kiedy Noro-1 opowiada o swojej planecie. Potem było już jednak dużo lepiej – lektura książki pokazuj, że profil Noro-1 odpowiada w dużej mierze osobie z zespołem Aspergera. Świadczy o tym bogate słownictwo, dość dobra orientacja w określonych typach danych, problemy z rozumieniem metafor i związków frazeologicznych, czy wspomnienie o systemie chłodzącym – aluzji do momentów przebodźcowania, które w przypadku dzieci mogą manifestować się w bardzo silny sposób.. Wybranie kilku szczególnie charakterystycznych cech jest tutaj dużym plusem. Świadczy o tym, że dawka informacji została dobrze dobrana, a autorka nie siliła się na „upchnięcie” diagnostycznych objawów w fabułę. Spójność fabuły i jasny podział na dni pozwalają rozłożyć proces edukacyjny na określone dni. Jest to bardzo wspierające, jeśli myślimy o edukacyjnych walorach bajki.

Druga warstwa to warstwa edukacyjna. Na tej płaszczyźnie widać, że ta bajka jest zdecydowanie czymś więcej, niż zwykłą opowieścią. Treści dotyczące rozpoznawania prostych emocji poprzez przeżycia jednego z głównych bohaterów.- tutaj akurat Artura, ziemskiego przyjaciela naszego głównego bohatera – oraz pytania na końcu każdego rozdziału przywodzą na myśl treningi umiejętności społecznych. Mimo, że nie jest to rozwiązanie uniwersalne – mimo wszystko, przekazywane tam treści wymagają każdorazowo sprawdzenia w praktyce i dostosowania do określonej sytuacji – to jednak pomagają poruszyć pewne tematy społeczne z dzieckiem i sprawdzić ich rozumienie. Takie narzędzie może przydać się nie tylko po poznaniu diagnozy spektrum autyzmu, ale również przed nią.

Podsumowując, recenzowana bajka jest merytoryczna i wystarczająca na potrzeby dzieci w wieku wczesnoszkolnym i szkolnym. Poziom zaciekawienia historią najlepiej jest sprawdzić na samych dzieciach. Wspólne czytanie może być frajdą, a odbiór dziecka prawdopodobnie będzie dużo lepszą recenzją, niż ktokolwiek jest w stanie to zrobić. Osobiście jestem ciekawa, czy książka przed publikacją przeszła przez ocenę grupy docelowej… Kto wie?

Weronika Janiak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.